piątek, 11 stycznia 2019

Rozterka

Antek jest takim dziwnym człowiekiem. Nie wiem czym jest nasz związek. Czy z mojej strony jest miłość, a z jego litość? Mówią, że mężczyźni nie są skłonni do poświęceń, że jeśli się ze mną spotyka, jeśli tak patrzy, jeśli męczy się tańcząc ze mną, to czuje coś więcej. Kiedy powiedziałam mu, że go kocham, powiedział "ja też ciebie lubię, ... trochę". A potem mruczał o przyzwyczajeniu, o trudności w rozstaniu, o scenach zazdrości, o tym jak nie lubi "robienia patelni i palcówki". Brzmiało to okropnie. A jego pocałunku są takie wspaniałe. Czy nie kochając można tak całować? Spotykamy się każdego dnia. Wita mnie i żegna na messengerze i przesyła wiele piosenek, wszystkie o miłości. No, cóż? Piosenki o miłości są melodyjnie, a on lubi melodie do tańca. Jednak przesyła je również innym. Przesyła Bogusi. Przekomarza się na messengerze, ale z Bogusią też. Czyta to mi, a jeśli z jakąś kobietą się spotka, to mi to mówi, żebym się od niego dowiedziała, a nie od osób uprzejmych. Wysyła Bogusi bo jest samotna. Ale może tak samo mi? Bogusia mu się podoba. Mówi o niej "szprycha". Minęło już kilka miesięcy, a ja wciąż jestem w tym samym miejscu, jak zaczarowana. Na próżno chodzę do lasu mocy. Tańczy ze mną nieprzyzwoicie, aż kroki mi się mylą i nie mogę oddychać. A jednak nie chce się zbliżyć na spotkaniu. Dotyka moich piersi, ale przez ubranie, ostatnio pogłaskał na dole, ale przez spodnie. A ja głupieję z pożądania, a mnie się wydaje, że się spalę, że umrę. Przesłał mi swoje nagie zdjęcie. Chociaż twierdzi, że na skutek choroby prostaty nic nie może, jednak na zdjęciu widać, że tak źle nie jest. Wyobrażam sobie jego dotyk, jego ucisk, jego wejście we mnie i ogarnia mnie rozpacz, że wciąż chce być wierny żonie, która go nie chce, która pozwala mu mieszkać daleko. Tak bym chciała mu rzucić: "Człowieku! Jeśli jest prawdą, że od ośmiu lat nie śpicie razem, od kilku nawet nie mieszkacie (to ostatnie jest absolutną prawdą) to na jakiego chuja jeszcze ciągniecie tą fikcję?! Że 48 lat temu młody chłopak ślubował młodej dziewczynie, że jej nie opuści, a młoda dziewczyna, że będzie w zdrowiu i w chorobie, że będzie posłuszna mężowi, starzy ludzie, którzy już dawno są zupełnie inni i fizycznie i psychicznie, mają się ze sobą męczyć?" W Warszawie prawdopodobnie już dawno by się rozwiedli i urządzili nowe porządne życie. Dostaliby rozwód po pierwszej rozprawie. Dzieci mają już grubo po trzydziestce i pewnie mają w nosie co się dzieje z rodzicami. Mają własne problemy sercowe, małżeńskie. Kiedyś łączył ich seks, potem wychowywanie dzieci, zaczął dzielić alkohol, nagle okazało się, że mają różne upodobania, że mają inne poglądy, że nic już ich nie łączy. Trudno jednak bym mu to wszystko powiedziała. Muszę uszanować jego zdanie i kląć pod nosem.

Czy dostałam wspaniały dar, czy ciężką karę?