niedziela, 30 sierpnia 2015

31 sierpnia 2015

Lubię te pierwsze jesienne poranki, kiedy wychodzę z dusznego pokoju wprost w poranny chłód i widzę mgiełkę ścielącą się nad łąkami. Moje ukochane bojówki już są całkiem na miejscu. Nie pora na spacer w nocnej koszulce. Psy ochoczo wybiegają na pole. Jeszcze przedwczoraj moi weterani wyglądali jakby cierpieli na niedowład łap, a teraz radośnie kręcą kółeczka, zawijają ósemki, węszą, kopią. Potem wracają do mnie przepychając się i zazdrośnie podstawiają grzbiety do głaskania, poddają się szarpaniu za kudły, targaniu za uszy. Ni stąd ni z owąd znów porywają się do biegu, znajdują coś bardzo ciekawego i pochylają się ku ziemi wtykając nosy w zwiędłą trawę. Wyglądają jak wielce uczone konsylium mające rozstrzygnąć o losach ludzkości. Tylko Boy odbija od traw. Brąz i Burek z daleka są prawie nie do odróżnienia od kęp szczawiu i łanów mietlicy. Pole Więsika, który zawsze wszystko robi pierwszy, odcina się ciepłym brązowym kolorem od żółtych łąk. Wróble z hałasem obsiadują kalenicę. Zaraz znów odlecą w pole by dojadać resztki wykłoszonych ziaren. Od czasu żniw nie pojawiały się napełniając brzuszki na roli.

niedziela, 22 marca 2015

Niedziela

I pomyśleć, że kiedyś lubiłam niedziele! Ciągnęła mi się jak z gumy i dalej ciągnie. Wieje (zawsze w oczy, tusz może się rozmazać, bo wyciska łzy). Zimno, a już się wydelikaciłam. Nocą bywało 13 stopni, dniem 16 i jakoś szło wytrzymać. Teraz palę i zimno mi przy 20C. Za zimno by odnawiać płot na polu. Piszą na puszce, że musi być +5.  Tymczasem w nocy niewykluczone, że będzie minus. Można by malować rury c.o., ale okna nie otworzysz i będzie smród. Nic do roboty! Dzieci radzą by wynieść się do miasta. W mieście dopiero można umrzeć z nudów. Samotność wśród tłumów trudniej wytrzymać, niż taką samotną na wsi. Bezsens wdowieństwa. Nie ma się przy kim kręcić. Propozycje na e-darling nie rzucają na kolana. Może gdybym zapłaciła Premium, ale nie chce mi się... Wolność, z którą nie ma co robić. Kasia robi kilimy ze starych swetrów. Mogłabym malować, albo pisać.  Niestety nie jestem z tych moich prac zadowolona. Do dupy. Powinno się robić coś dla innych... Nie wiem jak się do tego zabrać. I tak to sobie niedzielnie marudzę i nie lubię tego mojego nastroju.