niedziela, 22 marca 2015
Niedziela
I pomyśleć, że kiedyś lubiłam niedziele! Ciągnęła mi się jak z gumy i dalej ciągnie. Wieje (zawsze w oczy, tusz może się rozmazać, bo wyciska łzy). Zimno, a już się wydelikaciłam. Nocą bywało 13 stopni, dniem 16 i jakoś szło wytrzymać. Teraz palę i zimno mi przy 20C. Za zimno by odnawiać płot na polu. Piszą na puszce, że musi być +5. Tymczasem w nocy niewykluczone, że będzie minus. Można by malować rury c.o., ale okna nie otworzysz i będzie smród. Nic do roboty! Dzieci radzą by wynieść się do miasta. W mieście dopiero można umrzeć z nudów. Samotność wśród tłumów trudniej wytrzymać, niż taką samotną na wsi. Bezsens wdowieństwa. Nie ma się przy kim kręcić. Propozycje na e-darling nie rzucają na kolana. Może gdybym zapłaciła Premium, ale nie chce mi się... Wolność, z którą nie ma co robić. Kasia robi kilimy ze starych swetrów. Mogłabym malować, albo pisać. Niestety nie jestem z tych moich prac zadowolona. Do dupy. Powinno się robić coś dla innych... Nie wiem jak się do tego zabrać. I tak to sobie niedzielnie marudzę i nie lubię tego mojego nastroju.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz