Prałam w łazience szmatki po myciu okien. Lustro naprzeciw. W lustrze znajoma starucha. Po kim mam tą gębę? Moja matka jak miała tyle co ja wyglądała młodziej. Może przez farbę? Od kiedy ją pamiętam, czyli od czasu jak miała 49 lat farbowała je z powodu siwizny. Ja osiwiałam dopiero niedawno. Koniec mojego kucyka jeszcze ma piękną, ciemnobrązową barwę. Choroba Zbyszka tak mi dała popalić. U matki w rodzinie wszyscy szybko siwieli. Czyli to mam po ojcu. No, i tu jest pies pogrzebany. Co ja mam po ojcu? Owłosienie? Brwi? Chyba nie tylko przez pracoholizm matki mam do niej żal. Gdzieś jeszcze dalej tkwi żal o ojca. Może wcale nie zginął. Może to ściema. Może go widywałam co dzień. Może mijałam na ulicy. Może wpadał od czasu do czasu w gości. Żadnej fotografii! Nawet takiej z legitymacji! Może mam rodzeństwo. Może mogłabym z nimi siąść i powspominać: "Stary to miał zwyczaj... Nasz ojciec pięknie czytał na głos wieczorami... Nauczył nas..." Jedyne co usłyszałam, że mam podobny nos i poczucie sprawiedliwości. Litości! Na dobrą sprawę połowa genów może być po nim. Mogłam odziedziczyć skłonności do chorób, grupę krwi, długość życia, ruchy, ulubione potrawy. A tu gucio. Cholera mnie bierze jak słyszę taką gadkę: "Mnie mąż nie potrzebny! Sama potrafię wychować dziecko!" Głupia baba myśli tylko o sobie. Czemu nie kupi pieska, kotka, kanarka czy rybek w akwarium. Czemu nie pomyśli "mnie męża nie trzeba, ale może dziecku potrzebny ojciec, żeby był co dzień w domu, przytulił, pokrzyczał, snuł się po domu z pianą do golenia na twarzy, szedł na spacer, wziął na narty, albo na coś bardzo niezdrowego, pomógł w fizyce, posadził przed sobą w samochodzie i pozwolił prowadzić wóz. Jeśli tak kocha dziecko...
Kiedyś mi się śniło, że spotkałam rodziców idących ulicą. Ucieszyłam się, że nareszcie poznam tatę. Zbudziłam się...

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz