Wczoraj zadzwonił Tadek. Powiedział, że jest w D. i szuka grobu Nerwusa. Prowadziłam go krok po kroku przez telefon. W prawo, pod górę, drogą żwirową w prawo, prawy górny róg, cyprysy, jakieś dwadzieścia metrów od podstawy suwnicy. Tadek szedł: Tak widzi suwnicę, idzie w jej kierunku... Przeczytał tabliczkę. Trafił i się wyłączył.
Kiedy tak głośno czytał, tam daleko na cmentarzu, kiedy padło to nazwisko, dotarło do mnie, że to prawda, nie męczący sen, że nie ma co czekać na powrót, zerkać na okno wieczorem. Nie zabłysną światła samochodu. Mogę podjąć każdą decyzję co do płynów, które Nerwus kazał zlać do butelek, zatrzymać, dolać do c.o., dolać do chłodnic, wylać. Mogę zrobić porządek w szafkach, albo nie, ładować akumulatory, albo dać sobie z tym spokój. Poprzenosić, powyrzucać, wyzłomować. Co więcej, muszę się wziąć do porządków. Nerwus naprawdę nie żyje. Próżno go szukam w snach, próżno biegnę za nim przez jakieś senne miasta, zaułki niby znane. Zbudzę się do pustki. Jak może Go nie być?


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz