czwartek, 30 stycznia 2014

30 sycznia

Mróz trzyma już ponad tydzień. Właściwie nie jest zbyt duży, u nas tu do 18 C, przeciętnie 10 C. Niestety wiatr dokuczliwy, jakieś 30 km/godz. miecie śniegiem na wszystkie strony, nie wiadomo gdzie usuwać zaspy by się znów nie potworzyły. Dałam sobie spokój z odśnieżaniem, jakkolwiek obawiam się, że kiedy zacznie się odwilż, a jeszcze poleje, trudno będzie dać sobie radę z mokrym, lub zlodowaciałym śniegiem. Dziś czwartek. Tydzień temu pojechałam na targ samochodem. Dziś wzięłam plecak i pomaszerowałam piechotą. Jakiś gościu zobaczył mnie brnącą przez zaspy, a potem drypczącą z plecakiem śliskim poboczem. Otworzył okienko swojego elteka i ofiarował podwózkę na targ. Jakże miło z jego strony! Pomknęliśmy więc 10 na godzinę w korku, a potem już ekstra w dół. Targu prawie nie było, ale myśmy i tak przyjechali na poważne gospodarskie zakupy, a nie po czapkę, czy rękawiczki. Powrót mi tak dobrze nie wyszedł. Pięć kilo w plecaku, cztery w ręce, na szczęście większość drogi z wiatrem. Pod koniec zaczął mnie morzyć sen. Taka droga z plecakiem działa usypiająco. Pamiętam jak wracając z wycieczek drzemałam idąc.

   Kończy się styczeń. Koniec śpiewania kolęd.
Nawiasem mówiąc dlaczego "kalendarz", a "kolęda"?
Zaśpiewałam sobie ze dwie. I jak to przy kolędach - przypomniał mi się dziadziu Cesiu. Co oni oboje z babcią Jadzią czuli stojąc przy drzewku i kolędując, wdychając zapach rozgrzanego igliwia? Czy myśleli o czasach kiedy byli mali i stali tak z ojcem, matką i rodzeństwem i razem śpiewali? Czy mieli nadzieję, że pamięć o nich, urodzonych w XIX w. przeniosę w XXI? Sami nie mieli dzieci, czy pokładali nadzieję we mnie? Czasy się tak bardzo zmieniły. Mamy cudowne środki komunikacji. Czy jesteśmy sobie przez to bliżsi, czy odwrotnie - tracimy się z oczu. Kiedyś list pisany to było święto. Był na ogół długi, pisany z namysłem, dbałością o formę i treść. Adresat, jeśli list był od kogoś z rodziny, przynosił list do stołu, oświadczał "dostałem (am) list od... Posłuchajcie! Wszyscy milkli i słuchali. Do zamiejscowego telefonu ustawiała się kolejka, każdy chciał wziąć w rękę słuchawkę, albo przynajmniej z odpowiedzi wywnioskować o czym jest mowa.
Teraz wiadomości są szybkie, błyskawiczne, ale bezrefleksyjne. Nie wiemy co nadawca robi, myśli, w jakim jest stanie psychicznym, chyba, że wstawi buźkę.
 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz