Dostałam wiadomość od Inki na fejsie. Wczoraj umarł jej ojciec (r.1920). Dobre te lata dwudzieste, najlepszy 1926. Lata trzydzieste szybko się wykruszają, a czterdzieste... lepiej nie mówić. Stwierdziłyśmy to już dość dawno z Małgosią Koper zakładając kartotekę wzorcową autorów. Ale nie o tym chciałam. To osobny temat.
Inka zawiadomiła mnie właściwie nie wychodząc z domu. Ja napisałam krótką wiadomość, czyli smsa i jednym naciśnięciem klawisza w telefonie zawiadomiłam trzy moje córki, a one w jednej minucie zgodnie mi odpowiedziały. Obecna łączność jest niesamowita! Wiadomości rozchodzą się błyskawicznie. Minusem jest to, że nie szanuje się w ogóle czasu, słów. Głupie plotki rozlatują się po całej wirtualnej przestrzeni. Trudno odróżnić prawdę od fałszu. Bełkot zatyka portale, wyszukiwarki. W szumie trudno wyłowić to o co nam chodzi. Nie wiadomo kto pisał, na jakiej podstawie, czy sprawdził swoje dane, czy zaufał własnej pamięci.
A więc jak to się teraz modnie pisze RIP. Nie wiem czy pojadę na pogrzeb.
Zima. Zasypało mnie dokładnie. Dziś próbowałam odśnieżyć kawałek drogi. Wzięłam linę i z uwiązaną oponą 15" kilka razy przebyłam przestrzeń do zakrętu. Poszłam ogrzać się herbatką, a kiedy wróciłam ledwie można było poznać, gdzie prowadziłam moją syzyfową pracę. Wiatr pędzi tumany śniegu przez pola i usypuje między samochodem a szosą. W miejscu, gdzie zawsze grzęźniemy jest rekordowa ilość śniegu. Nawet piechotą trudno było przebrnąć. Niestety skończyło mi się mięso i dla mnie i dla psów, więc znów musiałam pójść do wsi. No, cóż! Plecak i wio! My, górale tak łatwo się nie poddajemy. Gdyby nie nasz plecy nie byłoby zaopatrzenia w schroniskach nie mówiąc już o krzyżu na Giewoncie. Po powrocie zastałam wygaśnięty piec c.o. i 16 C w kuchni. Przewidują, że się ociepli w najbliższych dniach.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz