czwartek, 16 stycznia 2014

9 sycznia

Smutno! Chyba z godzinę przepłakałam. Jutro miną dwa miesiące jak nie ma Nerwusa. Wciąż trzymam wszystkie graty jakby miał za chwilę wrócić, jakby miał zadecydować. Myślę o tych ostatnich dniach. Były takie spokojne! Twoje oczy mówiły "trzymam się! jestem twój!" Jak musiałeś walczyć ze słabością, która cię ogarniała, z gorączką, z niemocą. A ja nic nie mogłam zrobić, nawet powiedzieć: "spokojnie, nie musisz walczyć, te wszystkie recepty, lekarstwa, terminy są bez znaczenia. Odchodzisz." Nie miałam serca powiedzieć Młodej "nie trzeba, koniec."
Myślę, że zanadto obciążam Młodą smutkiem. Chciałam między Nerwusem a nią przerzucić pomost, żeby się znaleźli. Nerwus nie był oględnie mówiąc najlepszym ojcem. A młoda tak bardzo potrzebowała jego wsparcia. Myślę, że gdyby bardziej był w jej życiu potoczyłoby się inaczej, mądrzej. Ale stało się jak się stało. Znalazła z powrotem ojca, ale na tak krótko i tak smutno. Jej życie toczy się znów swoim torem. Na zdjęciu z fejsa jest pełna życia, radości.
Właściwie tylko ja tęsknię. To jest tylko i wyłącznie mój ból. Przyjaciół nie miał... Znajomi przeżyli wstrząs. Ktoś tak pełen życia, trzymający jak się zdawało za łeb chorobę, umarł. Jeszcze niedawno chodził po warsztacie, doradzał, a tu go nie ma. Szkoda człowieka. Życie idzie naprzód, jak powiedziałam. Ludzie mają innych mechaników, bawią się, bo święta, sylwester, karnawał, pracują...
A ja wciąż widzę oczy rozpalone gorączką, wpadnięte. Kochane, czarne oczy. Dlaczego byliśmy dla siebie tacy okropni? Dlaczego tyle się szarpali, kłócili? Te nerwy! Kiedy znikali obcy mówiłeś: "i znowu jesteśmy sami..." Było w tym westchnienie ulgi i odprężenie.
Lubiłam te chwile. Siedzieliśmy obok siebie, nawet nie musieliśmy mówić, bo znaliśmy się. Nasze myśli płynęły bezpośrednio z głowy do głowy bez potrzeby słów. Byliśmy do siebie tacy podobni. Stąd pewnie te swary. Ile by tych sporów było, tych niepotrzebnych ostrych słów, zawsze wracaliśmy do siebie z jakąś taką dziwną siłą, jakby wszystko inne było tylko umowną grą.

Nie mam żadnego wykształcenia muzycznego, nie znam się na muzyce. Nie umiem zawołać: O, to IX symfonia! (albo coś w tym rodzaju). Szkoda, bo mam wrażenie, że to by mi mogło pomóc: Jakiś odpowiedni utwór. Gdybym tak umiała komponować! Na początku skrzypce, smutne, wolne, ciągnące, płaczące. Potem jakiś inny instrument, powiedzmy fortepian, narastające dźwięki, coraz bardziej burzliwe, coś dodatkowego, jakby kłótliwego, szarpiącego. Potem spokojniej, wolniej, znów niepokój, ale nie kłótliwy, raczej niepewność i nagle zawieszenie, koniec i znów coś delikatnego instrument co był w kłótni, ale teraz cichutki i płaczliwy, przechodzący w smutek, wyciszający się...do rozpłynięcia.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz