2010-11-28
Dziś upływa 40ta rocznica naszego ślubu z Julkiem. Oczywiście jestem sama. Widać tak wychowałam dzieci. Jak wychowałam tak mam. Do tego Nerwus nie wiadomo czemu się obraził i wyjechał. Kiedyś to mnie poruszało. Przepraszałam (nie wiedząc za co, tak dla świętego spokoju). Byłam przerazona. Teraz mnie to nic nie obchodzi. Nerwus zbyt długo grał na moich uczuciach. Wypaliło się. Jestem tylko i wyłącznie zmęczona. Pojechał - dobrze, jest - drugie dobrze. Myślałam, że w tę pierwszą śnieżną niedzielę spędzimy razem. Napaliłam w c.o. A on się obraził, że nie chcę powiedzieć ile zarabiają moje dzieci. Chciał bym przysięgła, że nie wiem. To wieczne przysięganie! Nie wiem ile zarabiają. Widać dość by żyć. Nie zadaję pytań ludziom. Nie umiem. Zbyt długo się uczyłam, że im się mniej wie tym lepiej. Tyle razy ludzie coś mi mówili i prosili o dyskrecję. Sama nie pamiętam co zastrzegali, a co nie. A ile razy jak ktoś się zbytnio dopytywał podrzucałam wyssaną z palca opowieść. I o to się obraził. Histeryzował, że przeze mnie źle się czuje, że moze przeze mnie trzeba wezwać pogotowie. Ile razy to słyszałam! Sam zaczął ścielić łóżko i natychmiast siadł i mierzył ciśnienie. Więc patrzę samotnie w nieskalaną biel pól, na szare lasy i zastanawiam się, dlaczego pozwalam psuć sobie resztę życia takimi dąsami. Przecież z Nerwusem jestem tak czy siak sama. Jesteśmy obok siebie nie razem. Życie z Julkiem było rajem, teraz zeszłam na ziemię lub może do czyśćca. Może Ziemia to czyściec?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz