piątek, 23 lutego 2018

Nerwus

2009-04-13

No, i pierdyknęło. W Wielką Sobotę Nerwus zaczął swoją ulubioną śpiewkę "wszystko zapiszę Ukrainkom". Synek zaczął obracać wszystko w żart. No, bo co innego można robić, gdy kolejny raz się słyszy taki tekst. Że niby obalimy testament, a to, że się dogadamy i takie tam ple, ple. A Nerwus dalej i dalej, o śmierci. Miałam dość, bo nie lubię takiego gadania. Mówię, że są święta, że to nie ma co gadać, bo to się źle skończy. I w tym momencie Nerwus się zerwał na równe nogi i buch pięścią w stół, raz, drugi, trzeci. Herbata mi się wylała, psy wyczołgały z kuchni. Nerwus w szlagowatym kolorku, znów pięścią w stół i rozgląda się co tu jeszcze rozbić, walnął w szafkę. Chwilkę się zastanowił nad laptopem, ale zrezygnował i tylko rozbił o podłogę moje etui na okulary. Szczęściem okulary były gdzie indziej. Synek chyba nie widział Nerwusa w akcji, wyszedł do siebie, ja wzięłam kurtkę, psy i w pole. Synek się spakował i z daleka zobaczyłam jak zmierza do autobusu. Potem widziałam jak Nerwus w pośpiechu wyprowadza auto i gna nim do przystanku. W drugą stronę mknie busik. Pewnie Synek się na niego załapał. Wróciłam do domu. Nerwus też, już spokojniutki. No i wyrzuty sumienia. Szkoda, że ostatni autobus już wyszedł z Lublina. Śledzę rozkłady. Tak, pociągów też nie ma. Uuu, no a w I dzień Wiekanocy tyle kursów wycofanych... Niepokój Nerwusa wzbiera, pierwszy pociąg 9.15... Co będzie całą noc robił w obcym mieście? Obawa o Synka narasta, narasta. I skończyło się jazdą do Lublina, odszukaniem Marnotrawnego i powrót o pierwszej w nocy do domu.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz