piątek, 23 lutego 2018

Odlot

2010-10-03

Przedwczoraj zobaczyłam klucz - ostre V na niebie. Leciały bezgłośnie, a może ich krzyk wiatr niósł w inną stronę? Leciały w stronę godziny czwartej. Moje niebo dzielę na godziny, są to punkty w których słońce jest nad horyzontem o danej godzinie. Zenit słońca wyznacza +- godzinę 12, wschód o wpół do siódmej z końcem września zagląda zza domu sąsiada (niestety). Nie potrzebuję zegarka. Położenia słońca, nasilenie barwy świata znakomicie daje pojęcie o porze dnia. Dziwimy się, że starożytni tak znakomicie znali niebo. A ono nie było skażone mgłą i światłami osiedli jak teraz. Dużo czasu spędzali w otwartej przestrzeni, patrzyli i zapamiętywali. Ja też mam czas. Zwłaszcza kiedy Nerwus pracuje, albo idzie do szpitala na swoją chemię. Plączę się po polu, polu w naszym znaczeniu Nerwusa i moim. Dwór idiotyczna nazwa dla tego co na zewnątrz domu. Dwór to lepszy dom, zamieszkały przez szlachtę i ziemian. Śmieszne byłoby "dwór powierzchni", "dwór wyobraźni", "dwór do działania", "dwór bitwy". Dlaczego więc pole, czyli na zewnątrz domu ma być błędne? ma być regionalizmem? czemu nie dwór? My z Nerwusem jak te ptaki przelecieliśmy setki kilometrów, by los nas połączył w swoim dziwnym kaprysie, albo Bóg w sobie tylko wiadomym celu. Zbudowaliśmy wreszcie gniazdo i mamy nadzieję, że doczekamy tu końca naszych dni, coś jak "Dziad i baba" Kraszewskiego

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz