piątek, 23 lutego 2018

Powroty, powroty

2010-03-28

21 marca rano nareszcie je zobaczyłam. Nic nie wskazywało na to, że przetrwały. Ziemia była mocno przekopana przez psy i straciłam nadzieję. Aż tu: białe i żółte głowki wylazły ponad ziemię, ponad szarą, umarłą trawę. Moje śliczniuchne! A na zwiastowanie dołączyły fioletowe krokusy. Tuż przed zwiastowaniem zaterkotał na naszej drodze traktor. Zjeżdżał z pagórka ciągnąc za sobą przyczepę po brzegi wypełnioną deskami. Nad nim unosił się... Tak! Bocian! Pierwszy w tym roku. Cwaniaczek! Słyszał traktor i myślał, że będzię orka i trafią się rozjechane myszy, żaby, szczurki i inne polne zwierzątka. Wreszcie zrozumiał błąd i kiedy traktor opuścił pola szybko skręcił w lewo i poszybował na naszą łąkę. Dystyngowanie brodził w wiosennej wodzie i coś tam sobie wynajdywał. Przez niego niemal przegapiłam ogromny sznur dzikich gęsi.. Ciekawe gdzie nocowały. Czy doleciały na łąki Radzymińskie? Krzyk żurawi słyszałam parę dni temu. Jak zwykle się popłakałam z radości, że dożyliśmy wiosny. Sikorki obraziły się, że już nie ma ziaren słonecznika (niech się wreszcie zajmą muchami, darmozjady). Jedna para się jeszcze kręciła. Dziś Niedziela Palmowa. Na szopie wylądował trznadel. Był bardzo zajęty. Tylko się zameldował i odleciał zapewne w ważnych sprawach rodzinnych. Na samochodzie na chwilunię przysiadł "Pci". Ciekawe, czy ten sam, co zeszłego roku. Jak długo żyją pliszki? Pomachał długim ogonkiem i odfrunął. Nie wspomniałam o gawronach, moich pupilach, już od dawna robią wiele hałasu, kąpią się, muskają granatowe piórka, niosą potężne patyki niezbędne do budowy gniazda, przeganiają intruzów. Gawronie osiedle w parku pałacowym wre życiem. A więc moje wszystkie skrzydlate są w komplecie. Cieszę się. A kiedy nadchodzi zmierzch płaczę po lisach. Przetrwały zimę, by zginąć u progu wiosny w obronie gniazda. Człowiek jest bez wyobraźni, czy bez serca?

Przez lisy moje wiosenne "Hosanna" ma osad smutku.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz