04.2009
Syneczek znów przyjechał. Na jak długo? Zadziwiające jak z uporem wartym lepszej sprawy Nerwus go zaprasza do roboty. Scenariusz powtarza się do znudzenia. Syneczek przyjeżdża. Dostaje robotę do wykonania. Nerwus co chwilę wpada do kuchni, wznosi oczy w niebo, wypada do hali. Wieczór woła na spacer (nigdy nie chodzi na spacery). Wylicza co zostało zepsute, gdzie się syneczek skaleczył i po co go zapraszał. Drugi, trzeci dzień jw. Pod koniec tygodnia kolejno wpadają do kuchni by opowiedzieć co druga strona zrobiła. Syneczek grozi, że pojedzie. Nerwus hamuje się jak może. No trudno chore dziecko. Kto je zrobił? Chyba sąsiad. To nie może być mój syn. Nie może! Słucham, ale jak nie jego skoro wszystko co syneczek robi drażniącego, wypisz wymaluj tatuś. To przez matkę taki durny! Ile razy można powtarzać "Było siedzieć w chałupie na dupie z żoną, za kurwami nie gonić, dzieci pilnować!" Teść za szybko umarł, chłopaka chowały kobity matka, babka, siostra. Jak do nas przyjeżdżał i zaczynałam musztrować, to słyszałam od Nerwusa, że Synek zmęczony. A ja byłam oczywiście wypoczęta po ośmiu godzinach pracy, godzinie dojazdu i dwóch kilosach na piechotę. (Oczywiście z tobołami jedzenia). No, więc pretensje do siebie. W drugim tygodniu spięcia coraz częstsze. Potem nagła decyzja wczesnym rankiem. Synek pakuje plecak, woła o kasę, spięcie. Wychodzi bez pożegnania. Nerwus utyskuje: Po co go zapraszałem! Tyle napsuł! Same straty! Telefon z wyrzutami do byłej. Kilka tygodni przerwy. Telefony do Syneczka "jesteś tu potrzebny". Syneczek nie ma ochoty. Na tapetę wychodzi TESTAMENT. Wszystko dostaną Ukrainki. Pewnie ta arogancka bździągwa Witusia. Nerwus marudzi, miota się, dzwoni, dzwoni, grozi, dzwoni, grozi. W końcu Synek się zjawia. Tak jak dziś. Oczy wzniesione w niebo. Po co go ściągałem? Faktycznie, po co??????????????????????????????????????????????
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz