piątek, 23 lutego 2018

Zima

2010-03-04

Pierwszy śnieg spadł w październiku. Przydusił drzewa pełne liści, połamał gałęzie i zniknął. Następny zjawił się przed świętami, ale roztopił się na tuż przed wigilią. Następna fala przyszła po świętym Janie, przed Sylwestrem. Śnieg padał i padał. Co kilka dni go przybywało. W drugim tygodniu stycznia wziął ostry mróz nocą spadający do 25, 27 stopni. Nerwus poszedł do szpitala. Mróz nieco zelżał, za to nastały wielkie zamiecie. Na zmarzłą , błyszczącą w słońcu warstwę śniegu spadł nowy. Potem znów zamiecie. Nastał luty, a śnieg nie tajał. 18 lutego zapowiadano ocieplenie. Śnieg stał się ciężki i lepki. Ostatni tydzień przyniósł lekkie ocieplenie. Dały się słyszeć krakania. Ostatniego lutego duże grupy gawronów kąpały się w wodzie ze stopionego śniegu. Pierwszy marzec przyniósł u nas największe nasilenie roztopów. Drogą do Sufczyna przelewała się woda ze wzgórz. Antoninka dosięgnęła nocą naszego ogrodzenia. Rano już zaczęła opadać. 3 marca zdawało mi się, że usłyszałam skowronka, nocą znów wziąl lekki mróz. Rankiem ziemia była pokryta delikatnym śniegiem.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz