Od kilku dni mróz i ostry wiatr ze wschodu i północnego wschodu. Dom wyziębiony. Z trudem osiągam siedemnaście stopni, rankiem jest czternaście. No, cóż trzeba jakoś przetrwać. Pracuję tnąc oszasty na krajzedze i tak sobie przy robocie rozmyślam. Pan Bóg dał nam przykazania, czy też natchnął Mojżesza by takie dał. Nawet w jednym z miejsc umieścił uzasadnienie: "byś długo żył i dobrze ci się powodziło na ziemi...". Nie ma tam straszenia, nie ma kar. Kilka nakazów dotyczących czci i kilka "lo" - nie. Są zwrócone do każdego indywidualnie, nie do ogółu. "nie zabijaj", a nie "nie zabijajcie".
Podobnie i ja. Mam możliwość przewidywania i chcę zapobiec nieszczęściu. Nie pozwalam opuszczać ogrodu, bo za bramą czekają pędzące samochody, lisy, myszołowy. Odganiam je kiedy rąbię drzewo, by polana nie ugodziły biednych zwierzątek. Odganiam od pracującej krajzegi, by kogut nie wskoczył na kręcącą się piłę. A one zupełnie jak my. Niech tylko nadarzy się okazja: Myk za bramę! Chyc! i prawie pod siekierę. Dziób za nogawkę! w trocinach na pewno najlepsze ziarna! Bo ja im na złość, z zazdrości, ze skąpstwa, bo chcę im pokazać swoją władzę! Jak my ludzie: Przykazania są przestarzałe. Nie nadają się do współczesności. Są zupełnie nieżyciowe. Wymysły by tylko ludzi ograniczać. Czarni wymyślili, niech sami przestrzegają. Co w tym złego, że...? A ja mam w d... te wszystkie przykazania!
Potem dramaty rodzinne, żal do siebie samego, frustracja, zarażenie chorobami, upadek jakiejś firmy, utrata miejsc pracy, wyginięcie zwierząt, upadek państw, zatrucie Ziemi. Pan Bóg nic nie traci. Nasze stawanie okoniem mu krzywdy nie robi, ani nasze wrzaski przeciw Niemu, ani nasze zwątpienie, ani nasze obelgi, ani obojętność. Nie potrzebuje ani naszej czci, ani naszych modlitw. Ona jest nam potrzebna byśmy mogli jakoś sobie uporządkować nasze życie, nasz świat.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz