Wieje, duje, piździ! Jak ja nie lubię wichury! Tu niestety często i bez ograniczeń. Wiatr sobie gna przez pola i tylko nabiera siły. Wszystko łomocze, trzeszczy, przewraca, pada, toczy się, rozbija. Nawet wata, którą wetknęłam w szparę w drzwiach garażowych wyfrunęła. Trudno przewidzieć co znów poleci. Chociaż zapaliłam rano do teraz wszystko wydmuchało. Boję się rozpalić, że gdzieś się ogień dostanie. Antena odfrunęła, więc tv milczy. Mogłabym poprawić, ale po co? Program sobotni i niedzielny zwykle pożal się Boże. A jak poprawię, to pewnie znów poleci. Przejrzałam na interii pogodę na 16 dni. w ostatnią sobotę marca będzie jeszcze gorzej. Dostanę szału. Potwornie się boję wichury. Czuję się biedna, nieszczęśliwa, szarpana jak te drzewa, jak te biedne ptaki rzucane w różne strony. Ciekawe co nasz szpak? Tak się już kręcił koło domku, a przed zmierzchem obserwował podwórko czasem gwiżdżąc ostrzegawczo. Czy zauważył, że Zbyszka nie ma? Zbyszek tak lubił rankiem wpatrywać się co robią. Był dumny ze szpaczej rodziny, jakby to była jego własna.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz