niedziela, 24 kwietnia 2016

Narzekać, czy być dumnym (4 trawnia)

Minęło święto flagi (w handlu duża dowolność odcieni, napisów, dziwna miłość do bandery marwoju wieszana z balkonu). U nas na Spokojnej była stara, przedwojenna - biel+amarant. Teraz chyba nikt nie wie co to amarant. Czerwień flagi jest jak utleniona krew tętnicza. Minęła już rocznica ślubów Jana Kazimierza i uchwalenia Konstytucji. Ciekawy ten maj. Za parę dni minie 69 rocznica zakończenia II wojny światowej. Przez 69 lat przez nasz Kraj nie przetaczały się wojska, nie leciały bomby. To w naszej Ojczyźnie rzadka rzecz. Przeważnie każde pokolenie musiało złożyć daninę krwi. Bóg jest łaskaw dla nas. Byliśmy za mali na ubecką kaźń lat 40-tych i 50-tych. Wydarzenia 56, 68, 70, 76 i 80-tych lat to pryszcz w porównaniu tym co przeżyli nasi rodzice, dziadowie. Doczekaliśmy się szczęśliwie wolnej Polski. I co? Tak strasznie tego nie szanujemy! Mamy to za nic. Naszym wnukom nie ma się co dziwić. W większości porządnie ubrane, wykarmione, przekonane o swej nietykalności. Brak jakiegoś pokemona to dla nich tragedia. Ale dziwię się moim rówieśnikom, a także naszym starszym dzieciom, które jeszcze pamiętają kartki i zakłamanie.

Gdyby tak wskrzesić moją matkę zmarłą w 1981 r. jaki by przeżyła szok! Ile lat jej podanie o telefon leżało i czekało na łaskawe rozpatrzenie. Zresztą tego nie doczekała. Co by powiedziała moja koleżanka Ula, gdyby zobaczyła anonsy deweloperów oferujących mieszkania, czekających kiedy wreszcie ktoś się zdecyduje na kupno. Ona która czekała na spółdzielczą kawalerkę przez 15 lat, ale jej nie dożyła. Moja matka odradzała mi robienie prawa jazdy, by w razie wojny nie wzięto mnie do wojska do służb pomocniczych. Dziś młodzi ludzie mają prawko nim zdadzą maturę. A niejeden jeśli z biedą tą maturę zda dostaje w nagrodę samochód! (Ja poszłam z matką na ukochane "sokoły" w cukierni Woźniaka na św. Tomasza). Matura to był obowiązek. Halka, kiedy przed domem zatrzymał się fiat 125, uważała, że ktoś ją szpieguje, a parking był pełen maluchów i 125. Kiedy to ja widziałam malucha? A 125? Jak z początkiem lat 90-tych na Bemowie zjawił się ford probe wszyscy chodzili dokoła i podziwiali. Taryfiarze gonili za mercem beczką, a klienci za taksówkami. Dziś korporacje taksówkowe wydzierają sobie z rąk klientów. Kto pamięta talony samochodowe, dla których zapewne zrobiono niejedno świństwo w pracy, by szefostwo okazało wdzięczność. Kiedy kupiłam 18-letniego merca ze zgniecionym dachem zostałam wezwana do skarbówki, by się wytłumaczyć jakim sposobem weszłam w posiadanie tak luksusowego wozu. :)

A jak smakowały wyroby czekoladopodobne? Kartki na mięso, na cukier, na papierosy, na wódkę, kto pamięta na co jeszcze? A co ze świeżymi bułeczkami? Były w prywatnej piekarni na Polnej! W tv reklamy zapraszają do kupna pralek, zmywarek, lodówek, kuchenek z programatorem, grilli, opiekaczy, telewizorów, aparatów fotograficznych i to w ratach 0%!Gdzie te nocne kolejki, gdzie listy społeczne na byle mebel? Służba zdrowia była lepsza? Warto było mieć własną jednorazową strzykawkę, bo żółtaczka czyhała. Mój mąż umierał na korytarzu, w przeciągu, pozbawiony cienia intymności. Usg robiono w wyjątkowych wypadkach, na ekg czekałam miesiąc. Kobiety z oddziału położniczego wywieszone przez okno darły się do mężów stojących na chodniku, by im powiedzieć jak się czują, co z dzieckiem, bo jedyny aparat telefoniczny był oblężony, albo zatkany przez nadmiar monet.

Trudno poznać warszawskie ulice tyle przybyło nowych budowli, działa metro, kursują i to całkiem nieźle zadbane autobusy i tramwaje. Przybyły mosty. Buduje się obwodnice. Pewnie, że nie jest tak dobrze jak na Zachodzie, ale ile było lat zaniedbań. W miasteczku, w którym zamieszkałam w 1997 r. każdy miał własną studnię. Sąsiadka wylewała pomyje wprost na piaszczystą drogę, a aby wyrównać nawierzchnię sypaliśmy wszyscy popiół. Za naszym domem pasły się zające, a złodzieje samochodu utopili się w błocie i musieli porzucić fanta. Teraz jest asfalt, wodociąg, kanalizacja, oświetlenie, a na kilka kilometrów wokół naszego domu ciągnie się osiedle.

Przykre, że upadły i to nieraz celowo dawne zakłady przemysłowe. Szkoda ich i to jest na pewno duży minus. Często jeżdżę jedną z podwarszawskich szos. Wzdłuż niej ciągnęły się pola, łąki i lasy, potem kilka gospodarstw i znów przyroda ojczysta. Obecnie prawie wciąż jest teren zabudowany. Ile powstało nowych domów, ile zakładów wytwórczych, pełno hal, hurtowni? Ludzie nie jadą do Warszawy? jadą bliżej. Niby bieda - a ile samochodów stoi na wsiach przed kościołem jak są komunie? Powstało pełno domów weselnych, a właściwie biesiadnych, bo różne imprezy są tam urządzane. Za darmo nie pracują. Widocznie przynoszą zyski skoro powstają następne. PKS, niegdysiejszy jedyny przewoźnik upada. Koło mojego domu przejeżdżają regularnie busy kilku prywatnych przewoźników. Busy są coraz lepsze, coraz wygodniejsze.

Kiedy w 1992 r. chciałam wrócić do starej firmy kierowniczka pionu powiedziała niezbyt mile: Niestety wprowadziliśmy komputery i w pani wieku trudno się będzie przestawić na nowy styl pracy (jesteś za stara, żeby się nauczyć). Miałam 47 lat, zaklęłam pod nosem i poszłam do innej pracy. Komputery ku mojej radości mnie dogoniły. Grupka mile widzianych pracownic została wtajemniczona w internet. Mówiły do siebie "www" i mrugały okiem. Domyśliłam się hasła szefowej i jak jej nie było korzystałam z internetu. W kolejnym miejscu pracy podałam, że obsługuję komputer. Po paru latach w mojej branży nie można sobie było wyobrazić pracy bez komputerów. I tak jest właściwie wszędzie.

Może więc warto sobie popatrzeć na to wszystko i przestać narzekać. W końcu to myśmy zrobili. To jest nasz dorobek i powinniśmy być z tego dumni.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz