Rankiem, troszkę po szóstej spojrzałam w niebo i aż mnie zatkało: Nade mną przelatywał sznur dzikich gęsi! Wróciły! Wiosna za pasem. Najpierw ruszyły gawrony ze swymi kąpielami w kałużach po śniegu, ustawicznym gaworzeniem, kręceniem się w poszukiwaniu patyków, kłębków sierści, puchu z traw, krzątaniem po łąkach i polach w poszukiwaniu nasion i myszy. Zniknęły sikorki. Za to zjawił się nasz ukochany super szpak. Zlustrował stare budki. Wcześnie z rana lata w koło coś przynosi, włazi do budki, wyłazi, sprawdza, siada na przewodzie, a kiedy zacznie się na podwórzu ruch gwiżdże ostrzegawczo i ucieka. Wciąż nie słyszę skowronków. Za to wróble już tak się rozpanoszyły przez jesień i zimę, że prawie po nich depczę. Wszyscy wracają do gniazd, tylko moja ukochana Wanda odwrotnie: wyprowadziła się z domu zostawiając Michała. Nie chce nic powiedzieć dlaczego tak postąpiła. A taką miłą parą byli! Chce przekreślić całe dwadzieścia lat! Kobiety mają dziwkarzy, pijaków, brutali i jakoś się trzymają. Czekają na poprawę cierpiąc, wybaczając i w końcu odnoszą zwycięstwo. Małżeństwo zaczyna się układać. Oczywiście nie mówię tu o skrajnych przypadkach. Kiedyś kryzysy starano się przetrwać. Mijały, a po nich małżeństwo wychodziło wzmocnione. Teraz pierwszy kryzys i szast prast! po małżeństwie! Zupełny brak spojrzenia krytycznie na siebie. Wiele opowieści o empatii w stosunku do nas samych, bo jesteśmy skaleczeni i nieszczęśliwi. Uciekamy w rozwód. A co tam! Niech ma! Dni wypełnione zabawami - ile można się bawić? wycieczki - ile można być na wycieczce? Zabawa mija, wycieczka się kończy, trzeba wracać do pustych czterech ścian. Dzieci dorosły, mają swoje życie, przyjaciele swoje kłopoty, zresztą nie są aż tak bardzo zaangażowani w nasze sprawy. Można sobie łyknąć alkoholu lepszej marki, stać nas! Chciałoby się do kogoś przytulić, usłyszeć "nie martw się, razem damy rady". Niestety nie ma razem! Gdzieś się je zgubiło dążąc do samorealizacji. Chyba sam diabeł wymyślił to słowo by mamić ludzi. Jest to słowo puste. Wszystko mija. Najlepszy dyrektor, najlepsza specjalistka, posłanka, pisarz przestają się nagle liczyć, odchodzą do lamusa. Czasem ktoś ich wyciągnie, odkurzy na krótki czas i znów do schowka. Jeśli nie ma męża, żony nie ma do kogo otworzyć ust. Taboret, czy krzesło przy łóżku szpitalnym są niepotrzebne. Czasem ktoś wpadnie "bo wypada", przyniesie pomarańcze, których nie można zjeść, bo się kłócą z lekarstwami, a potem z ulgą wychodzi na świat gdzie nie śmierdzi szpitalem. W domu z trudem sięga się po herbatę, człapie trzymając mebli, by zrobić zupę z proszku. Nikomu się pożalić, z nikim powspominać, bo nie ten bagaż wspomnień. Jest tak jakby nas już nie było. Małżeństwo po wielu latach zmagań ma czas spojrzeć na siebie ze spokojną radością. Wzięli wszystkie przeszkody, co że czasem spadła poprzeczka, ale ukończyli bieg, nie przegrali walkowerem, nie dali się! Zwyciężyli! Młodzi z przerażeniem myślą: "z tą samą osobą 50, 60 lat!" koszmar! Jak to można wytrzymać? A jubilaci myślą: "Jak szybko minęło to nasze wspólne życie! ile to chwil straciliśmy na dąsy, na bzdury! gdyby tak to przeżyć jeszcze raz!" I siedzą sobie szczęśliwi i niezrozumiani przez otoczenie. Boże Wielki, Jedyny chroń Michałów przed głupotą, przed rozstaniem! Niech się zrozumieją i wrócą do siebie!

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz