niedziela, 24 kwietnia 2016

Płód, czy człowiek - wieczny spór (2 hrudnia 2014)


Kilka dni temu przypadkiem weszłam na stronę niejakiej Marii Sobolewskiej. Byłam ciekawa co tam pisze o wieku duszy. Miałam nadzieję, że trafię na osobę zainteresowaną teozofią. Pani jest jednak chyba zwrócona ku astrologii. Ciekawe, bo niby oczytana, inteligentna, a ma takie ciasne podejście do spraw religii. Na samym wstępnie oznajmia, że szczęśliwie nie jest obciążona katolicyzmem. Rzeczywiście, o współczesnym katolicyźmie nie ma zbyt świeżych wiadomości. Prawdopodobnie wie wiele z jakichś protestanckich źródeł. Teozofka bardziej by widziała jedną z dróg, a nie potępiała. Pamiętam chrzestną jak delikatnie wyrażała się na temat różnych religii. Oczywiście, do tego prowadził ją Krisznamurti, jak sobie żartowali jej przyjaciele.

Pani ta wypowiada się także na temat aborcji. Ciekawe, czy ma dzieci. Śmiało mówi o samoistnych poronieniach, więc skoro tak czemu nie sztuczne. Oczywiście w pierwszych tygodniach występują samoistne poronienia, o których nawet nie wiemy, ot silniejszy okres. Znamienne, że o płodzie mówi "zygota". Nie ma pojęcia, że zygota to zaledwie kilkadziesiąt godzin, że dwumiesięczny płód ma już początki układu nerwowego. Ale dla niej to jeszcze nie jest dziecko. Dziecko jest od momentu kiedy już samodzielnie złapie oddech. Tylko, że jeśli kobieta nieszczęściem poroni w jakimś 10, 12 tygodniu mówi, że straciła dziecko. Nie zygotę, zarodek, embrion czy płód, lecz dziecko. I matka i ojciec i niedoszli dziadkowie z rozpaczą przeżywają ten fakt. Wcale nie myślą, czy będzie, czy nie będzie zbawione. Opłakują dziecko, nie mają wątpliwości co do tego że jest człowiekiem. Nieraz już dowiadują się czy to był syn, czy córka. No to jak jest? Usunięte w 12 tyg. ciąży jest płodem, utracone w 12 tyg. dzieckiem? Jest człowiekiem kiedy samodzielnie złapie oddech. A jeśli urodzi się martwe to nie jest człowiek? Nie odetchnęło, czyli nie jest człowiekiem, można zwłoki zużyć na karmę dla kotów?

Na poczęcie i ciążę nie patrzę z punktu widzenia jakiejkolwiek religii. Każde poczęcie jest cudem. Dzieje się wbrew niesprzyjającym czynnikom. Tyle plemników idzie na marne, tyle nasionek unoszonych przez wiatr ginie, tyle jajek złożonych w gniazdach, w piasku, w wodzie zostaje zjedzonych. We mnie połączyły się komórki i rozpoczęło się życie. Nawet nie wiedziałam, a już zaczął się zaprogramowany przez Kogoś proces. Uczynniają się hormony, podłączają układy, cała niesamowicie i celowo obmyślone działania. Moje ciało jest tak zbudowane by chronić to co się poczęło, by je karmić i oczyszczać. Wszystko działa niezmordowanie dzień i noc, dzień po dniu. Kiedy już wszystko jest zbudowane jak należy trzeba tylko trochę czasu by to Nowe powiększyło się, nabrało sił, aż poczuje się tak silne by opuścić swoje schronienie. I nagle zaczynają działać inne hormony, inne siły i wspólnym wysiłkiem matki i maleństwa ląduje w naszym świecie. Ile sił w takim maleństwie! Ile wytrwałości w dążeniu do celu jakim jest złapanie sutka, uniesienie głowy, oparcie się na łokciach, obrócenie na bok. Ile upadków, niepowodzeń, bolesnych upadków! Ile miłości i ufności kiedy spojrzy rodzicom w oczy!

Niby program zawsze ten sam, a przecież każda ciąża inna. Tabula rasa to wierutna bzdura. Z najstarszą córką gadałam całymi dniami, rozmawiałyśmy sobie chodząc na spacery i sprzątając. Jak się urodziła czekaliśmy kiedy zacznie mówić. Zaczęła bardzo wcześnie i bardzo prędko mówiła całymi zdaniami. Miała około 19 miesięcy kiedy powiedziała na muchę łażącą po gazecie: "mucha cyta". Średnia córka to była sama ufność, miałam wrażenie, że się do mnie tuli. Jak podrosła troszkę wszystkich łapała za serce swoją otwartością, wyciągniętymi do objęcia rączkami, ufnością, inicjowała zabawy z obcymi dziećmi. Najmłodsza była wielką niewiadomą, nie miała ochoty nawiązać kontaktu. I stale pozostaje niewiadomą, trzyma się z rezerwą, jakby się bała, że może się skaleczyć. Trzy ciąże i trzy zawiązki zachowań, trzy charaktery. Niech mi nikt nie opowiada, że przez te 38-40 tygodni to tylko płód, bliżej nie wiadomo co. Jak bym mogła usunąć, zabić kogoś kto postanowił mi zaufać. Jak bym mogła spojrzeć w oczy starszego dziecka, gdybym zabiła młodsze dla lepszego, wygodniejszego czy bogatszego życia?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz