niedziela, 24 kwietnia 2016

Już prawie rok (17 żowtnia)

Już prawie rok od śmierci Zbyszka. Zebrało mi się na podsumowanie moich poczynań od stycznia. Kupiłam sobie rower w moim kochanym Garwolinie, chyba w lutym. Kupiłam peugeota, tego bez gazu. Kupiłam nowy blat kuchenny, Paweł wylepił palenisko, oczyścił piec i wbudował ten blat. Wymalował mi też kuchnię. Uprawiłam ziemię, zasiałam owies i zebrałam go. To był nieudany pomysł. Spróbuję może w przyszłym roku, będę bardziej doświadczona, może dokupię sprzęt do mielenia ziarna. Potem bęc! Zabrakło wody w studni. Dałam wywiercić nowe ujęcie, odnowić pompę i podłączyć. Niestety natrafili na śmiecie i betony, które Zbyszek tam zakopał. Musiałam wynająć koparkę by przekopała rów. Potem nie mogłam się doczekać kiedy przyjadą usunąć betony i dokończyć zasypywania rowu. Leżą dotąd, ale rów zasypałam do końca, wydobywając po drodze śmiecie z ziemi. W związku z tym zamówiłam kontener (przymierzaliśmy się do tego ze Zbyszkiem kilka razy) i wywieźliśmy śmiecie, plastiki, gumy, trochę potłuczonych szyb. Waldek poszedł za ciosem i wywiózł złom, który zgromadziłam na przyczepie i 22 sparciałe koła. Wcześniej sprzedałam stare akumulatory i 7 kg. zardzewiałych i pogiętych gwoździ pieczołowicie chowanych przez Marcina Rz. Kupiłam też węgle i zawołałam kominiarza by wyczyścił komin (nb. piec  dalej kopci - w lecie wezmę zduna z prawdziwego zdarzenia). Sprzedałam 10 jajek! W Markach zamówiłam monitoring, bo się kręcili jacyś ludzie pod nieobecność Mazurkiewiczów i ubezpieczyłam oba domy.
Skończyłam tam podłączanie kanalizacji. To chyba wszystko.
Natomiast nie udało mi się załatać dziury w dachu niebieskiego kontenera, pobić papą bud, wyciąć wiązu, który uwiązł w ogrodzeniu, pomalować własnoręcznie przedpokoju i pokoju. Nie wymyśliłam niczego jak umieścić kury w zimowym kurniku bez złażenia do kanału. Jeszcze nie dokupiłam drewna.
No, to chyba wszystko. Jak tego dokonałam? Sama nie wiem! Rower, samochód, woda, kominiarz, węgle! Kanalizacja i monitoring, pół kontenera z pieniędzy Zbyszka, reszta z moich...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz