Nad ranem, może zresztą całkiem rano, zbudziłam się tak późno, przyśnił mi się Zbyszek. Powiedział, że będziemy mieć dziecko, które weźmie po nas co najlepsze, jednocześnie wiedziałam, że to uroda i wiedza po mnie, inteligencja po nim. Gładziłam mój brzuch i starałam się wymodelować jej twarz (dziewczynka), i myślałam o jej rozumie. Odziedziczy ziemię nieuprawianą, bogatą - mądrość pokoleń, która nagle wytryśnie. Zbudziłam się i nie dowiedziałam kiedy i gdzie się spotkamy. Twarz miał nieco zmienioną, młodą, ale wiedziałam, że to on.
A więc już żyje. Kiedy umierał wciąż miałam śmieszne wrażenie, że się rodzi, że to nie śmierć, a raczej mozolny poród. Chwilami miałam ochotę powiedzieć mu: "Przyj, przyj mocno, z całych sił!" Może umierając właśnie się rodzimy? Nagła śmierć, to gwałtowny poród, kiedy ledwie można złapać dziecko. Śmierć przez morderstwo, to aborcja?
Nic nie wiemy. Wszystko jest możliwe.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz